Menu

Nie-całkiem-normalne życie

Nie możesz zabić kota? To za głaszcz go na śmierć.

A może jestem przewrażliwiona?

miluska26788

Związek z nowym absztyfikantem zaczyna mnie przytłaczać...

Rozmawiam z nim na różne tematy, w sumie to bardziej traktuje go jak przyjaciela niż faceta, wyrażamy opinie na różne tematy, podoba mi się nasz inny punkt widzenia. Podoba mi się, że nie ślini się na mój widok i nie ma ochoty od razy ściągnąć mi majtek. Nie podoba mi się, że traktuje mnie jak swoją 'drugą połówkę", czyli robi tak, żeby było mi z nim dobrze, pod każdym względem.

Narzekam? Tak, ponieważ najlepsze ciasto kiedyś zbrzydnie. Nie lubię decydowania za mnie, wbijania ideologii, czy tłumaczenia, co jest dla mnie dobre. Lubię jak koś mnie naprowadza na dobry tok myślenia.

Poinformowałam go, że od października wracam na studia. Biznes kręci się w miarę dobrze, rodzina nie szarpie się za kudły, więc w końcu czas na odrobinę czasu dla mnie. Oczywiście oferuje pomoc. We wszystkim. Pomoże mi się dostać na studia, mogę u niego zamieszkać, mogę na niego liczyć, mogę to, mogę tamto... I w tym momencie wiem, że decydując się na uczelnię będę czuła się przez jakiś czas osaczona.

Najlepszym wyjściem jest rozmowa, rozmawiam, tłumaczę, że nie potrzebuję parasola ochronnego. Zrozumiał, jest ok. Na jak długo?

Mam w nim wsparcie, którego brakuje mi u najbliższych, mam w nim przyjaciela, który pomaga przejść przez pochmurne dni, pomaga mi budować moje własne poczucie wartości. 

A może jestem przewrażliwiona?  

© Nie-całkiem-normalne życie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci