Menu

Nie-całkiem-normalne życie

Nie możesz zabić kota? To za głaszcz go na śmierć.

od miłości do nienawiści...

miluska26788

Słowem wstępu idealnie pasują słowa M. Grechuty "Czy to jest przyjaźń, czy może kochanie".
Każdy z nas ma przyjaciela, czy to jest osoba tej samej płci, czy innej, ale ma. Wiem, wiem, przyjaźń damsko-męska nie istnieje, albo jak już to tylko z gejami. No nie do końca się zgadzam z tym. Faktem jest, że często przyjaźń przeradza się w miłość, i tutaj uważam, ze taki związek jest cudowny bo w końcu dzielimy życie z naszym powiernikiem, przyjacielem, z kimś na kogo możemy liczyć.

Miałam kiedyś idealnego przyjaciela. Przystojny, miły, męski taka kopia Brada Pitta, cud-miód-malina. Szalałam za nim, jak mało kto. Nie wiem, czy on o tym wiedział, ale ze względu na to, że był on przyjacielem idealnym, starałam się nie naruszać tej relacji. Wiecie nie ma sensu psuć czegoś pięknego. I tak trwaliśmy w tej relacji bardzo długi czas. Wiadomo na początku bardzo chciałam czegoś więcej niż tylko przyjaźni. Uważałam, że drugi taki mężczyzna mi się nie trafi, taki ideał. Ale bałam się tego powiedzieć. Dlaczego? Może nie dlatego, że wstydziłam się go, ale z innego powodu. To jest podobnie jak z kupnem ciastka. Widzisz za witryną cukierni ciastko, takie z kremem, czekoladą i wisienką na górze. Zaglądasz do portfela, kieszeni i widzisz, że brakuje Ci lub nie stać Cię na nie. I tak jest kilka dni, wiesz, że nie możesz je mieć, ale bardzo tego pragniesz. Przychodzi kiedyś taki dzień, kiedy masz pieniądze, aby je kupić. Idziesz do tej cukierni i je kupujesz. Bierzesz widelczyk, delektujesz się tą chwilą, zanurzasz widelczyk w ciastku, wkładasz do ust i... smakuje jak papier toaletowy. Nie wierzysz, jak to? Tyle wyrzeczeń, czekania i nie sprostało to Twojemu wyobrażeniu. Tak samo byłoby z moim Bradem Pittem, bałam się tego, że będzie smakował jak "papier", dlatego napawałam się chwilą spędzoną z nim.

Innym przykładem może być moja relacja z moim pierwszym chłopakiem. Pomimo, że nam się nie udało (no cóż zdarza się), to nadal jesteśmy przyjaciółmi, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Rozmawiamy ze sobą, teraz trochę mniej, ale mamy kontakt. Nie było żadnej awantury, tłuczenia talerzy czy innych podobnych rzeczy. Nie wyszło, trudno, ale dlaczego nie możemy nadal ze sobą rozmawiać, zwierzać się, czy normalnie wyjść do kina?

Żeby nie było, że w moich relacjach damsko-męskich panuje taka sielanka, spójrzmy z innej strony:

Wiecie już co nie co o T., o Ł. też wspominałam. Z jednym i z drugim kontaktu nie utrzymuje. Nie jest to spowodowane moją winą, tylko tak wyszło. T. nie dopuszczał do siebie myśli o rozstaniu, już nawet wyobrażał sobie nasz ślub, pobierał nauki przedmałżeńskie i planował zamieszkać u mnie ze mną. Nie wyszło, bo może w końcu przejrzałam na oczy lub nie układało nam się. Czy ratowałam to? Może lepsze pytanie czy chciałam to ratować? Czasem nie warto "rzeźbić w gównie". Tak czy siak, nie wyszło nam, awantury były, nawet groźby, że on się zabije i inne. Aj szkoda pisać.

Z Ł. jak wspominałam wcześniej rozstałam się przez fejsa, a raczej znajoma spojrzała na jego profil i zamiast mojego nazwiska w "związku" zobaczyła innej dziewczyny. Domyślałam się wcześniej, ze coś nie gra, nie odbierał telefonów (a dzwonię tylko w ważnych sprawach). Cóż jego strata, że zrezygnował z takiej zajebistej dziewczyny jak ja :)

 

Droga od przyjaźni do miłości jest bardzo cienka, tak samo jak od miłości do nienawiści. Najważniejsze to od razu określić, co jest między nami, unikniemy w ten sposób niepotrzebnych spięć.

 

 

© Nie-całkiem-normalne życie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci