Menu

Nie-całkiem-normalne życie

Nie możesz zabić kota? To za głaszcz go na śmierć.

"Nie ten sklep to inny"

miluska26788

Ostatnimi czasy myślę o swoim życiu, swoich podbojach miłosnych i zawodowych, o tym co osiągnęłam (bardziej odpowiednie określenie to, co mogę osiągnąć) w swoim życiu. Jednym słowem refleksyjnie...

Lubię robić zakupy, ale nie spędzam wolnego czasu w galeriach handlowych, czy czekam na wielkie wyprzedaże, po prostu lubię robić zakupy. Podczas takich "szybkich wycieczek" (bo nadal nie rozumiem, spędzania wielu godzin na oglądaniu, przymierzaniu, jak coś mi się podoba to kupuję to), często widzę śliczne rzeczy, ale nie w moim rozmiarze.

Kiedyś, kiedy miałam dość obfite kształy, robiłam wielkie problemy z zakupami, ale w końcu kupowałam o mniejszy rozmiar jakąś rzecz, wmawiając sobie, że zrzucę parę kilo i będzie lux! Niestety nie zrzuciłam wagi, a kieca leżała w szafie. Kiedy wzięłam się za siebie, czyli zaczęłam ćwiczyć, zdrowo się odżywiać, dbać o siebie, okazało się, że albo jest ona za duża, albo wyszła z mody.

Do czego zmierzam? Poznając fajnego faceta, zawsze mówiłam sobie, że nie pasuję do niego (przez swój wygląd), że mamy odmienne charaktery itp., odpuszczałam, ale miałam w głębi siebie nadzieję, że będziemy razem. Zmieniłam się, a co za tym idzie zmieniłam swoje wymagania. Mówiłam sobie, że jak będę miała kaloryfer na brzuchu, to będzie oznaczało moją wytrwałość (bo w końcu pięknego brzucha nie osiągniemy w przeciągu miesiąca), podniosę poprzeczkę i będę "przyciągała" tych fajniejszych i końcu poczuję się bardziej kobieco. 

Osiągnęłam super sylwetkę, ale zmieniły się też moje myśli i światopogląd. Zrozumiałam jedno, nie ważne czy ważyłam 55 kg i wyglądałam jak pączek, czy ważąc 48 i wyglądając jak (hmmm) Joanna Krupa, byłam i jestem kobietą, bez względu na wygląd.

Kupując bluzkę w nieswoim rozmiarze wyobrażasz sobie jak świetnie będziesz w niej wyglądała, ale zakładając ją na spokojnie w domu, widzisz, że jest to zwykły bubel, w dodatku kolor jest okropny. Poznając faceta, myślisz: dla niego pozbędę się 3kilo, przefarbuję włosy i będziemy tworzyć idealny związek. Kiedy osiągniesz swój cel, zauważasz, że rzeczywistość bardzo odbiega od Twoich wyobrażeń, motyle w brzuchu to tylko niestrawność po zjedzonym hamburgerze, a zawrót w głowie to jednak zmiana ciśnienia powietrza.

Co osiągnęłam? Wszystko i nic. Zmieniłam się, nie tylko fizycznie, ale głównie wewnętrznie. Poznałam super ludzi, poczułam się bardziej kobieco (chociaż wcześniej również tak czułam), ale straciłam swój obiektywizm, zaczęłam myśleć w kategorii JA, bo w końcu skoro ja mogłam się zmienić, to dlaczego on nie może? Nie jestem w kręgu zainteresowań tych "fajniejszych", ale wiem, że ta zmiana była mi potrzebna.

Osiągnęłam również większą pewność siebie (ale nie poprzez wygląd), poczułam się, że mogę osiągnąć rzeczy niemożliwe, że to ja jestem kowalem swojego losu, ciągle podnosząc sobie poprzeczkę. Gdyby nie to, pewnie nadal kręciłabym się po urzędach pracy, rozpaczała po K. i mówiła, że los mnie tak okrutnie skrzywdził.

Będąc w sklepie, nie możesz znaleźć swojego rozmiaru? Nie ten sklep to inny! Nie ma sensu zmieniać się dla jednej rzeczy, brnąć w coś, co Cię nie pociąga, nie cieszy. Szukaj swojego celu, wyznaczaj sama sobie poprzeczkę, ciesz się z rzeczy małych i otwieraj szampana w każdej sytuacji, nawet podczas porażki, bo ona też Cię czegoś uczy!

© Nie-całkiem-normalne życie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci